Wielkie słowa Rummenigge o Lewandowskim

Karl-Heinz Rummenigge w czerwcu opuści Bayern Monachium. - Nie mogło być przyjemniejszego pożegnania - przyznał. W rozmowie z "Bildem" podsumował swoje lata w ekipie mistrza Niemiec. Wskazał najlepsze decyzje, momenty, ale i najtrudniejszą chwilę.

We wtorek piłkarski świat obiegła informacja o tym, że Karl-Heinz Rummenigge już w czerwcu zakończy swoją przygodę z Bayernem Monachium. Początkowo jego odejście było planowane na koniec roku - wtedy jego obowiązki miał przejąć Oliver Kahn.

W wywiadzie dla "Bilda" przyznał jednak, że taka decyzja "dojrzewała" w nim od jakiegoś czasu. Teraz mówi, że zakończenie jego przygody z klubem odbyło się w najlepszych możliwych okolicznościach.

- Jak na ironię, w moim ostatnim meczu jako prezes Lewandowski strzelił swojego historycznego 41. gola w ostatniej minucie, a potem był tytuł - nie mogło być przyjemniejszego pożegnania - powiedział Rummenigge.

- Nowy trener, nowy sezon, nowy prezes - to czyste cięcie. Bardzo ważne było dla mnie odejście, póki jest fajnie - przyznał. - W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zdobyliśmy siedem tytułów, jesteśmy znakomicie przygotowani na przyszłość.

Bayern jest kojarzony z sukcesem - nie tylko sportowym, ale i ekonomicznym. Rummenigge mówi wprost, że mistrzowie Niemiec są pod tym względem najlepszym klubem w Europie. Odchodząc nie ma się zatem o co martwić pod żadnym względem. Wierzy też w nowych ludzi, z Kahnem czy trenerem Julianem Nagelsmannem na czele.

65-latek wskazał swoje największe sukcesy transferowe. Nie mogło tutaj zabraknąć Roberta Lewandowskiego. - Manuel Neuer w 2011 roku za około 20 milionów euro, Robert Lewandowski w 2014 roku za darmo. To była podstawa najlepszych dziesięciu lat w historii klubu - przyznał wprost.

Wskazał też co najbardziej go bolało. Tutaj zwraca uwagę na dwa odejścia z Bayernu oraz jedną porażkę "sportową". - Sprzedaż Toniego Kroosa Realowi Madryt w 2014 roku była bolesna ze sportowego punktu widzenia, ale w tamtym czasie była ważna gospodarczo. Niestety tak samo było teraz z Davidem Alabą - ocenia.

Jeżeli chodzi o tą sportową porażkę, to jest nią finał Ligi Mistrzów z 2012 roku, kiedy to Bayern przegrał w Monachium z Chelsea FC. - To moja jedyna rana, która jeszcze się nie zagoiła - wyjaśnił.

Co teraz ma w planach zasłużony działacz? Po pierwsze, wakacje z żoną bez żadnych "transferowych telefonów", a po drugie... - Stanąć na trybunie południowej i zobaczyć mecz pomiędzy kibicami - zakończył.

źródło: wp.pl