Barcelona - Bayern. Fantastyczny mecz, pogrom i awans Bayernu

Barcelona - Bayern. Fantastyczny mecz, pogrom i awans Bayernu

Robert Lewandowski w meczu z Barceloną zadowolił się rolą drugoplanową, ale odegrał ją perfekcyjnie. Jego Bayern po fenomenalnym meczu zmasakrował rywala 8:2 i zagra w półfinale Ligi Mistrzów.

W 82.minucie spotkania Robert Lewandowski z najbliższej odległości strzelił do pustej bramki rywali z Barcelony i dał do zrozumienia światu piłki, że to jest jego rok, że ma prawo właśnie w tej chwili nazywać się najlepszym piłkarzem świata. Bayern w tym momencie prowadził 6:2 i nie było to ostatnie słowo "Lewego"i spółki.

To był – bez dwóch zdań – najlepszy mecz Bayernu od lat. Zespół z Monachium zabawił się z katalońskim gigantem i nawet gdy wydawało się, że traci kontrolę nad spotkaniem, to zaledwie na chwilę. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów z FC Barceloną, był niemal perfekcyjny.

Zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem było tylko lepiej. Już w 4. minucie Thomas Mueller strzelił bramkę na 1:0, zresztą po asyście Roberta Lewandowskiego. Ale chwilę później Barcelona wyrównała po samobójczym goli Davida Alaby. Wydawało się przez chwilę, że pogłoski kryzysie Barcelony są przesadzone. Ale tylko przez chwilę. Na wiele więcej w pierwszej połowie Leo Messiego i spółki nie było stać.

Wiadomo, że Argentyńczyk, jeśli ma swój wieczór, może wygrać z każdym. W 20.minucie zatańczył po raz pierwszy. Wszedł swoim charakterystycznym niezwykle szybkim dryblingiem minął rywali, ale jego strzał wybronił Manuel Neuer. I to był jego ostatni taniec. Chyba dawno nie oglądaliśmy tego zawodnika tak bezradnego.

Przewaga Bayernu rosła z każdą minuta, zespół Hansiego Flicka był krok wcześniej, sekundę szybciej. Piłkarze z Monachium byli niezwykle agresywni, rywale nie byli w stanie sobie z tym poradzić. Świetnie odnajdywał się Lewandowski, który cały czas "wiązał" obrońców rywali, robił przestrzeń kolegom drużyny, a ci świetnie to wykorzystywali.

To był mecz wielu podtekstów. Z jednej strony Lewandowski próbujący strącić z tronu Messiego, z drugiej Marc Andre ter Stegen, który chce udowodnić, że to on a nie Manuel Neuer powinien być bramkarzem reprezentacji Niemiec. Nie wyszło to najlepiej, bo co prawda trudno mieć pretensje do bramkarza Barcelony za stracone bramki, to jednak popełnił poważne błędy przy wyprowadzeniu piłki. I jeszcze Thiago Alcantara, który mimo ogromnego talentu nie mógł przebić się w Barcelonie i został jednym z liderów Bayernu… W końcu Ivan Perisić, który według wielu ekspertów nie do końca odnalazł się w drużynie Monachium.

I to właśnie Chorwat dał drugi sygnał do natarcia. Dostał doskonałe podanie od Serge Gnabry’ego i piekielnie mocno uderzył.Ter Stegen interweniował nogą, ale nie był w stanie zatrzymać piłki zmierzającej do siatki. A potem już grała tylko bawarska maszyna, przy której zawodnicy Barcy wyglądali jak podwórkowa zbieranina.

Kolejne gole przed przerwą dołożyli Gnabry oraz Mueller. Wróciły wspomnienia z mundialu 2014 roku, gdy Niemcy miażdżyli Brazylię. Piłkarzom Bayernu wychodziło wszystko. Gwizdek na przerwę wiele nie zmienił. Dał zawodnikom Barcelony chwilę odpoczynku, ale potem to Bayern miał kolejne okazje. Tyle, że nie potrafił ich wykorzystać.

W przeciwieństwie do Barcelony. W 58.minucie Luis Suarez minął prostym świetny zwodem Boatenga i strzelił na 2:4.To było ostrzeżenie dla Bayernu. Nawet jeśli Barcelona nie grała wielkiego meczu, to wciąż zespół z Katalonii ma największe indywidualności naszych czasów.

Ale tu wyszła klasa Bayernu. Drużyna Flicka zachowała zimną krew. To potrafią tylko najwięksi, najmocniejsi mentalnie. Bayern opanował sytuację, grał jakby nic się przed chwilunie wydarzyło. I zaledwie po kilku minutach wszystko wrócił do normy. Po fantastycznym zrywie Alphonso Daviesa i strzale Joshuy Kimmicha wszystko wróciło do normy. Przy golu na 5:2 swój udział miał Lewandowski. Nie strzelił, nie asystował, ale to właśnie on ściągnął na siebie obrońców i stworzył miejsce Kimmichowi. Lewandowski nie był głównym aktorem tego spektaklu, tak jak to miało miejsce w meczach z Chelsea. Zadowolił się rolą drugoplanową, ale odegrał ją perfekcyjnie. Trochę jak podczas mistrzostw Europy w 2016 roku, gdy przedłożył interes drużyny nad swój własny.

Ale swoje Lewandowski dołożył. W 82. minucie dołożył nogę do podania Philippe Coutinho i strzelił na 6:2. A wypożyczony z Barcelony Brazylijczyk to kolejny zawodnik, który miał coś do udowodnienia. Na boisku pojawił się na ostatnie 15 minut. Po asyście dołożył jeszcze 2 bramki. Zawodnik niechciany w klubie ze stolicy Katalonii przyłożył rękę do największej klęski tej drużyny w nowożytnej historii.

A Bayern? Rok temu, o tej porze, kibice i eksperci pisali o końcu Wielkiego Bayernu. Dziś ci sami ludzie mają prawo zaryzykować stwierdzenie, że w Lizbonie oglądaliśmy najlepszy w tym momencie klubowy zespół świata.

FC Barcelona -Bayern Monachium 2:8 (1:4)

0:1 Mueller 4'
1:1 Alaba 7' samobójcza
1:2 Perisić 21'
1:3 Gnabry 28'
1:4 Mueller 31'
2:4 Suarez 58'
2:5 Gnabry 64'
2:6 Lewandowski 82'
2:7 Coutinho 87'
2:8 Coutinho 89'


Składy drużyn
Barcelona: Ter Stegen - Semedo, Pique, Lenglet, Jordi Alba -Sergi Roberto (46.Griezmann), Busquets (70. Fati), de Jong,Vidal - Messi, Suarez.

Bayern; Neuer - Kimmich, Boateng (76. Suele), Alaba, Davies - Thiago, Goretzka - Gnabry (75.Coutinho), Muller, Perisic (67. Coman) - Lewandowski.

Sędziował: Damir Skomina (Słowenia)

Żółte kartki: Suarez,Alba -Boateng, Davies

źródło: wp.pl