Nieskuteczny Lewandowski. Szczęśliwe zwycięstwo Bayernu

Nieskuteczny Lewandowski. Szczęśliwe zwycięstwo Bayernu

Kuriozalny gol Serge'a Gnabry'ego dał Bayernowi Monachium zwycięstwo 2:1 z Werderem Brema. Robert Lewandowski nie miał dobrego dnia, zmarnował co najmniej dwie świetne okazje. Mistrzowie Niemiec wygrali po raz pierwszy od trzech spotkań.

W Niemczech temat Bayernu nie schodzi z pierwszych stron gazet. Media wyliczały, którzy piłkarze popierają zagrożonego trenera Niko Kovaca, innym razem prezes Karl-Heinz Rummenigge zapewniał, że szkoleniowiec ma poparcie zarządu. I tak na okrągło. Otoczka wokół klubu przyćmiła sprawy sportowe, a wyniki - delikatnie ujmując - nie powalały. Piąte miejsce w Bundeslidze, aż dziewięć punktów straty do Borussii, po drodze słaby mecz (3:3) z beniaminkiem z Duesseldorfu, okraszony koszmarnymi błędami obrońców.

Efektowne zwycięstwo 5:1 w Lidze Mistrzów z Benfiką na moment rozgoniło czarne chmury. Kolejna wpadka znowu mogłaby rozgrzać dyskusje na temat przyszłości Kovaca.

Bayernowi miała pomóc obecność Roberta Lewandowskiego, postrachu Werderu, który aż 14 razy skierował piłkę do siatki w bezpośredniej rywalizacji. Polak wielokrotnie zgarniał piłkę w polu karnym, gubił krycie, ale był na bakier ze skutecznością. Obił Jiriego Pavlenkę po modelowej dwójkowej akcji z Thomasem Muellerem, pozostawiony sam sobie huknął nad poprzeczką i ze złości aż siarczyście zaklął. Po przerwie Lewandowski zniknął w tłumie i właściwie nie doszedł do sytuacji. Przypomniał o sobie dopiero w doliczonym czasie gry, gdy równo z trawą wyciął go Moisander i wyleciał z boiska.

Wyręczył go Serge Gnabry, który wykorzystał dopieszczoną wrzutkę Kimmicha. Znając historię ostatnich spotkań z bremeńczykami, spodziewano się, że to początek egzekucji. Zawodnicy Werderu nie spuścili jednak głów, przez kilka minut mocno naciskali, póki nie znaleźli sposobu na złamanie Bayernu, jakby nasyconego prowadzeniem. Samozachwyt odbił się czkawką, Jerome Boateng nie zrozumiał się z Manuelem Neuerem i o głowę niższy Yuya Osako ośmieszył reprezentantów Niemiec. Winowajcy tylko spojrzeli na siebie z wyrzutem, w tym sezonie na tej linii ewidentnie coś nie gra.

Przeciętnemu Bayernowi dopisało szczęście. Pięć minut po przerwie kuriozalnego gola strzelił Gnabry, ale większość zasług trzeba przypisać stoperowi Werderu, Niklasowi Moisanderowi. Fin pechowo wybił dośrodkowanie Muellera, nabił zdezorientowanego Francuza i trochę zajęło zanim jego koledzy podnieśli się po tym ciosie.

Mistrzowie Niemiec nie zrobili wiele, by dobić przeciwnika. Skoncentrowali się na kradzieży czasu, często grali wszerz, poza strzałem Davida Alaby nie zagrozili Pavlence. Po prostu czekali na końcowy gwizdek, co zemściło się już na nich w tym sezonie. Tym razem upiekło się, choć Max Kruse raz postraszył Neuera.

Werder Brema - Bayern Monachium 1:2 (1:1)
0:1 - Serge Gnabry 20'
1:1 - Yuya Osako 33'
1:2 - Serge Gnabry 50'

Werder: Jiri Pavlenka - Theo Gebre Selassie, Milos Veljković (63' Sebastian Langkamp), Niklas Moisander, Ludwig Augustinsson, Johannes Eggestein (66' Kevin Moehwald), Maximillian Eggestein, Nuri Sahin (76' Claudio Pizzaro), Davy Klassen, Max Kruse, Yuya Osako

Bayern: Manuel Neuer - Rafinha, Niclas Suele, Jerome Boateng, David Alaba, Leon Goretzka, Joshua Kimmich, Serge Gnabry (80' Thiago Alcantara), Thomas Mueller (90+1' Javi Martinez), Franck Ribery (38' Kingsley Coman), Robert Lewandowski

Żółte kartki: Moisander, Sahin (Werder) oraz Alaba, Thiago (Bayern)

Czerwona kartka: Moisander (Werder - druga żółta)

Hannover 96 - Hertha Berlin 0:2 (0:1)
0:1 - Jordan Torunarigha 44'
0:2 - Vedad Ibisević 73'

VfB Stuttgart - FC Augsburg 1:0 (1:0)
1:0 - Anastasios Donis 39'

źródło: wp.pl