Gikiewicz: myślałem, że w Dortmundzie będę miał trochę więcej do roboty

Gikiewicz: myślałem, że w Dortmundzie będę miał trochę więcej do roboty

Remisem 2:2 zakończyło się sobotnie starcie Borussii Dortmund z SC Freiburg, rozgrywane na Signal Iduna Park w Dortmundzie, w ramach 20. kolejki zmagań niemieckiej ekstraklasy. W spotkaniu tym, po raz pierwszy pełne 90 minut w meczu Bundesligi rozegrał Rafał Gikiewicz. Polski golkiper Freiburga zaliczył udany występ i na końcu mógł świętować wraz ze swoją drużyną pierwszy od lat wywalczony przez nią punkt na dortmundzkiej arenie.

  • "Zdobyć w Dortmundzie punkt, to jest już coś"
  • "Po to trenuję i staram się, żeby przeżywać właśnie takie momenty"
  • "Nie mam wpływu, na to, co będzie"
     

Do zwycięstwa i wywiezienia z Dortmundu trzech oczek zabrakło dziś kilkunastu sekund. Co czułeś, tracąc gola w samej końcówce?

Wiadomo, że kiedy tracisz bramkę w ostatnich sekundach, czujesz złość. Patrząc jednak na przebieg całego spotkania, w którym mieliśmy półtora szansy, a strzeliliśmy dwa gole, możemy być bardzo zadowoleni z tego, co dziś pokazaliśmy. Zdobyć w Dortmundzie punkt, to jest już coś.

Tym bardziej że na jego zdobycie, na dortmundzkiej arenie, wasz klub czekał ponad 16 lat.

Tak, słyszałem, że po raz pierwszy od 2001 roku zdobyliśmy tu punkt. Nie pozostaje więc nic innego, jak jeszcze bardziej cieszyć się z tego powodu. Gdyby ktoś przed startem rundy rewanżowej powiedział nam, że po trzech meczach, w których mierzyliśmy się z Frankfurtem, Lipskiem i Dortmundem, będziemy mieć pięć punktów na koncie, bylibyśmy bardzo zadowoleni. I jesteśmy.

Przy obu straconych przez was w tym meczu golach, raczej niewiele miałeś do powiedzenia.

Przy pierwszej sytuacji, gdy z woleja huknął Kagawa (Shinji Kagawa, przyp. Red.), faktycznie byłem bez szans. Przy drugiej, chciałem jeszcze zablokować piłkę nogą. Gdyby ta poszła trochę bardziej na prawo, pewnie obroniłbym.

W trakcie całego meczu udało ci się jednak zrobić to kilka razy. Jesteś zadowolony, z tego co dziś pokazałeś?

Myślałem, że będę miał tu w Dortmundzie więcej do roboty. Przez cały mecz dobrze graliśmy w obronie, co jest zresztą naszym znakiem firmowym. Trener bardzo dobrze ustawił nas taktycznie. Parę wyjść z bramki zaliczyłem, to prawda, ale nastawiałem się jednak na więcej. Szkoda może jedynie tych dwóch straconych goli. Najważniejsze jest jednak to, że mamy ten jeden punkt.

W pierwszej połowie przyszło ci grać, mając za plecami słynną "żółtą ścianę" i najzagorzalszych fanów Borussii. Jak było?

Fajnie. Po to trenuję i staram się, żeby przeżywać właśnie takie momenty. Bardzo cieszę się, że tak się akurat złożyło, że miałem możliwość zagrania z mocnymi drużynami. Teraz z Dortmundem, a w zeszłej kolejce z Lipskiem. Oczywiście, cieszyłbym się z gry na każdym stadionie. Pierwsze 90 minut w Bundeslidze po 17 miesiącach czekania, w spotkaniu z Borussią, smakuje jednak podwójnie.

Dortmundzka twierdza nie jest łatwym terenem dla goszczących tu zespołów. Stresowałeś się trochę przed wyjściem na murawę?

Stres trochę był, ale dałem radę. To był mój drugi mecz w Bundeslidze. Ani tego, ani pierwszego, w którym broniłem, nie przegraliśmy. To coś znaczy.

Przed tygodniem szkoleniowiec waszej drużyny chwalił cię między innymi za spokój i opanowanie w bramce. Nie widać po tobie specjalnie braku regularnych występów w Bundeslidze.

Dziś miałem trochę niedokładnych wybić i przy niektórych mogłem zachować się lepiej. Każdy popełnia jednak błędy. Bramkarz to taka ostatnia instancja. Nikt nie może nareperować już jego pomyłek. Będę oglądał i analizował ten dzisiejszy mecz. Jak na moje pierwsze 90 minut w Bundeslidze i to na takim stadionie, na pewno nie było źle.

W następnej kolejce gracie u siebie z Bayerem Leverkusen. Kto będzie bronił bramki Freiburga w tym meczu? Ty czy Alexander Schwolow?

Nie zastanawiam się nad tym. Życzę Alexowi jak najlepiej. Niech wraca jak najszybciej do zdrowia. Nie mam wpływu, na to, co będzie. Jeśli Alex będzie zdrowy i trener postawi na niego, zaakceptuję to. Nie wiem, kto będzie bronił za tydzień i naprawdę nie zaprzątam sobie tym głowy. Nie chcę tracić energii na coś, co jest niezależne ode mnie.

Może nadszedł jednak w końcu czas, by role się odwróciły i to Rafał Gikiewicz był od teraz numerem jeden w bramce Freiburga?

O tym zadecyduje trener. Wszyscy w zespole mamy jeden cel: utrzymać się w Bundeslidze. Niezależnie więc od tego, kto będzie stał w bramce i komu przyjdzie bronić, ten ktoś zrobi to najlepiej, jak tylko potrafi.

Rozmawiała Joanna Kozak

źródło: onet.pl