Domenico Tedesco, czyli wyczekiwany królik z kapelusza

Domenico Tedesco, czyli wyczekiwany królik z kapelusza

Schalke 04 od lat poszukuje własnej wersji Juergena Kloppa, czyli trenera, który wydobędzie z klubu ukryty potencjał i popchnie go o lata świetlne. Tak obiecującej próby, jak tej podjętej aktualnie przez Christiana Heidela, nie było od dawna.

- Domenico Tedesco w szkole trenerskiej był lepszy niż Julian Nagelsmann, z którym uczęszczał do tego samego rocznika.
- Szkoleniowiec Schalke został już szóstym trenerem w Bundeslidze, który ma mniej niż czterdzieści lat.

Erzgebirge Aue to mały klub z zapyziałej prowincji. W górach, blisko granicy z Polską. Bez większych tradycji sukcesów. Jeśli chodzi o futbol, nigdy nie działo się tu nic specjalnie ciekawego. Kluczowymi atutami miejscowej drużyny od lat była waleczność, granie piłki prostej i czasem skutecznej. Dlatego gdy w marcu tego roku w Aue pojawił się Domenico Tedesco, w Erzgebirge mogło powiać trochę wielkim światem. Klub leżał wtedy na ostatnim miejscu w 2. Bundeslidze. Zmierzał prostą drogą do spadku. Od pięciu meczów nie wygrał spotkania. Proponując pracę Tedescowi, wiele więc nie ryzykował. Młodego trenera, prowadzącego juniorów Hoffenheim, przekonało to, że zaproponowano mu umowę obowiązującą także w III lidze. - Mogli powiedzieć, masz 31 lat, więc albo utrzymasz nasz w lidze, albo cię nie ma – wspominał trener.

Powiew świeżości, jaki Tedesco wprowadził do Aue, był krótkotrwały, ale będzie się go wspominać latami. Z pierwszych pięciu meczów drużyna wygrała cztery, a jeden zremisowała. Przestawiona na system z trójką obrońców, zaczęła grać nowocześnie. Miała jasny plan. Była zorganizowana. Traciła mało goli i często wygrywała po 1:0. Jej trener zmieniał ustawienia w trakcie meczu, zależnie od tego, jaki był przebieg spotkania. Aue nie grało tak dawno, a być może nigdy. Na wyjeździe ograło walczący o awans Union Berlin. Zremisowało z Hannoverem 96. Dla zawodników też było to niezapomniane dośwaidczenie. Nicky Adler wspominał, że Tedesco to najlepszy trener, z jakim pracował. Clemens Fandrich był zachwycony analizami wideo. - To, co wyciąga z nagrań o rywalach, nie jest normalne. Ja mógłbym oglądać mecz osiem razy i nie zobaczyłbym tego, na co on zwraca nam uwagę – podkreślał. Klubowe kierownictwo zaznaczało, że trener jest świetny nie tylko jeśli chodzi o taktykę, ale też komunikację. Zawodników traktuje po partnersku. Znakomicie się z nimi dogaduje, co ułatwia mu fakt, że mówi znakomicie po włosku, angielsku i hiszpańsku. O 31-latku, najmłodszym trenerze 2. Bundesligi błyskawicznie zrobiło się głośno, po tym jak Erzgebirge utrzymało się, zajmując czternaste miejsce. Średnia punktów 1,82 na mecz oznacza, że był najlepszym trenerem prowincjonalnego zespołu, od dwudziestu lat.

W klubie słusznie przeczuwali, że Aue wkrótce zrobi się dla niego za ciasne. Liczyli jednak, że stanie się to trochę później. Wczoraj Schalke 04 ogłosiło, że Domenico Tedesco został nowym szkoleniowcem zespołu, podpisawszy dwuletni kontrakt. Drugi najmłodszy trener Bundesligi, po Julianie Nagelsmannie z Hoffenheim, ma dźwignąć na nogi dołującego kolosa z Gelsenkirchen. Analogie do Nagelsmanna są oczywiste i nieprzypadkowe. Obaj młodzi trenerzy uczęszczali do tego samego rocznika słynnej kolońskiej szkoły trenerskiej. To Tedesco ukończył kurs z najwyższą notą, jako najlepszy w roczniku. Starszy o dwa lata trener został następcą – choć nie bezpośrednim – Nagelsmanna w drużynie U-19 Hoffenheim. To stamtąd wyciągnęło go w marcu Erzgebirge.

Podobnie jak wielu znakomitych niemieckich trenerów, na czele z Joachimem Loewem czy Thomasem Tuchelem, Tedesco to produkt stuttgarckiej kuźni szkoleniowców. Urodził się wprawdzie we Włoszech, ale od dziecka mieszkał w mieście Mercedesa. W piłkę grał maksymalnie na poziomie ligi okręgowej. Studiował ekonomię, a w weekendy pakował gazety w lokalnym wydawnictwie. Już jako 23-latek dostał szansę prowadzenia zespołu siedmiolatków VfB. Piął się w klubowej hierarchii na tyle, że jako 28-latek prowadził zespół U-17, z którym zdobył wicemistrzostwo kraju. Był też asystentem Thomasa Schneidera, dziś pracującego w sztabie Loewa. Lepsze perspektywy widział jednak dla siebie w Hoffenheim, gdzie trafił do zespołu najstarszych juniorów.

Przechodząc do Schalke, znów udowadnia odwagę. Przejęcie Auem czyli pewnego kandydata do spadku w trakcie sezonu, nie było potencjalnie najwygodniejszym startem trenerskiej kariery. Na Gelsenkirchen też już wielu jego poprzedników się sparzyło. Markus Weinzierl, przy tym, jak był zatrudniany, żartował, że miał problem ze znalezieniem mieszkania, bo wszyscy najemcy chcieli długoterminowych umów. Wykrakał, bo wytrzymał w Schalke tylko rok. Podobnie jak Andre Breitenreiter i Roberto Di Matteo. O tym, jak można sobie zepsuć reputację w Gelsenkirchen, najlepiej świadczy przypadek Weinzierla, który przychodził do klubu z łatką jednego z najzdolniejszych trenerów w Niemczech, po tym jak dokonywał cudów w Augsburgu, a odchodzi jako skończony nieudacznik, który będzie miał problemy ze znalezieniem pracy.

Z drugiej strony jednak, postawienie na Tedesca to jedyny sensowny ruch Schalke. Jeśli drużyna ma obudzić potencjał, potrzebuje znaleźć kogoś takiego, jakim dla Borussii Dortmund był Juergen Klopp, który pociągnął klub o lata świetlne, w rejony dziś dla Schalke nieosiągalne. Poszukiwania Kloppa dla Gelsenkirchen trwają od lat i kończą się fiaskiem. Tedesco znakomicie jednak rotuje. Poza tym, to ruch typowo w stylu Christiana Heidela z FSV Mainz. To dlatego w Gelsenkirchen zatrudniono rok temu dyrektora sportowego, że potrafił w nieoczywisty sposób obsadzić w klubie ważne stanowiska. Heidela nie zatrudniono po to, by ściągnął kogoś, kogo wszyscy znają i zapłacił za niego spore pieniądze (jak za Weinzierla), ale po to, by wyciągnął kogoś z kapelusza. Tedesco wydaje się kimś właśnie takim. W Bundeslidze powstanie kolejny fascynujący projekt, którym dowodzić ma człowiek niewiele starszy od zawodników. Młody trener Schalke będzie już szóstym w Bundeslidze, który ma mniej niż 40 lat.

źródło: onet.pl